Wielki Bój – Dzień 010

Nie udawało się rzucić żadnego oskarżenia przeciw moralności prześladowanych. Nawet ich wrogowie twierdzili, że są to ludzie spokojni, cisi i pobożni. Ich największym przestępstwem było to, że nie czcili Boga tak, jak życzył sobie tego papież. Za tę zbrodnię spotykały ich wszelkiego rodzaju zniewagi, poniżenie i tortury, jakie tylko potrafią wymyślić ludzie lub demony. 

Gdy Rzym postanowił w końcu ostatecznie wykorzenić znienawidzoną sektę, papież wydał bullę potępiającą ich jako heretyków i skazującą ich na śmierć. Nie byli oskarżani o nieróbstwo, nieuczciwość czy wyuzdanie; ogłoszono natomiast, że pod pozorem pobożności i bogobojności zwodzą „owce z prawdziwej owczarni”. Dlatego papież rozkazał, aby — o ile „ta szkodliwa i ohydna sekta złośliwców nie podda się — była wytępiona jak jadowite węże”. Czyżby wyniosłemu możnowładcy wydawało się, że już nigdy nie usłyszy słów, które wypowiedział? Czy nie zdawał sobie sprawy z tego, że zostały zapisane w rejestrach nieba, aby mógł skonfrontować się z nimi w dniu sądu? „Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście” (Mt 25,40). 

Bulla ta wzywała wszystkich członków Kościoła, aby przyłączyli się do krucjaty przeciw heretykom. Ci, którzy zaangażowaliby się w to okrutne dzieło, mieli być „zwolnieni od jakichkolwiek kar i grzywien nałożonych przez Kościół, ogólnych i szczegółowych; wszystkich, którzy przyłączyliby się do krucjaty zwalniano od wszelkich przysiąg, jakie kiedykolwiek złożyli; legalizowano ich prawo do każdej własności, jaką nabyliby nieuczciwie; obiecywano odpuszczenie wszelkich grzechów temu, kto zabiłby jakiegokolwiek heretyka. Bulla unieważniała wszelkie umowy zawarte z waldensami, nakazywała, aby odeszli od nich służący, zakazywała udzielania tym ludziom jakiejkolwiek pomocy i upoważniała każdego do przejęcia ich własności”. Dokument ten jasno wskazuje, jaki duch kryje się za tymi wydarzeniami. Słychać w nim ryk smoka, a nie głos Chrystusa. 

Przywódcy Kościoła nie porównywali swych charakterów z wysokim standardem Bożego prawa, ale sami ustanowili standard, który by im odpowiadał i byli gotowi przymusić wszystkich, aby dostosowali się do niego, gdyż taka była wola Rzymu. Usankcjonowano najstraszliwsze tragedie. Zepsuci i bluźnierczy kapłani i papieże wykonywali dzieło, jakie zlecił im szatan. Miłosierdzie nie leżało w ich naturze. Ten sam duch, który ukrzyżował Chrystusa i zabijał apostołów, ten, który pobudzał żądnego krwi Nerona przeciw wierzącym w jego czasach, działał, aby zmieść z powierzchni ziemi wszystkich, którzy ukochali Boga. 

Przez wiele stuleci wierni Bogu znosili prześladowania z cierpliwością i wytrwałością, które przynosiły chwałę Odkupicielowi. Pomimo organizowanych przeciwko nim krucjat i nieludzkich rzezi, jakich doświadczali, nie przestawali wysyłać swoich misjonarzy, aby rozsiewali drogocenną prawdę. Ścigano ich, aby zadać im śmierć; jednak ich krew dawała wzrost posianemu ziarnu, które niezmiennie przynosiło swój owoc. W ten sposób waldensi składali świadectwo o Bogu na setki lat przed pojawieniem się Lutra. Rozproszeni w wielu krajach siali ziarno reformacji, która rozpoczęła się w czasach Wiklifa, rozkrzewiła w czasach Lutra i ma rozwijać się aż do końca dni dzięki tym, którzy podobnie gotowi są wycierpieć wszystko dla „słowa Bożego i świadectwa Jezusa” (Ap 1,9 BT). 

-53-

Rozdział 5 – JAN WIKLIF

Przed nastaniem reformacji zdarzało się, że w tym samym czasie istniało zaledwie kilka egzemplarzy Biblii, jednak Bóg nie mógł pozwolić, aby Jego Słowo zostało zupełnie zniszczone. Prawdy biblijne nie mogły ciągle pozostawać w ukryciu. Był w stanie wyzwolić słowa życia tak łatwo, jak łatwo potrafił otworzyć wrota więzienia i odryglować żelazne zasuwy, aby uwolnić swoje sługi. Duch Boży pobudzał ludzi w różnych krajach Europy, aby szukali prawdy, jak szuka się ukrytych skarbów. Gdy Opatrzność sprawiała, że stykali się z Pismem Świętym, z najgłębszym zainteresowaniem studiowali święte stronice. Byli gotowi przyjąć światło bez względu na koszt, jaki przyszłoby im ponieść. Choć nie widzieli wszystkiego jasno, zostali uzdolnieni do przyjęcia wielu dawno pogrzebanych prawd. Szli naprzód jako posłańcy nieba, rozrywając okowy błędu i zabobonu i wzywając tych, którzy tak długo pozostawali w niewoli, aby powstali i domagali się uznania swej wolności. 

Za wyjątkiem wspólnot waldensów, które posiadały Biblię we własnym języku, przez całe stulecia Słowo Boże można było przeczytać w językach znanych jedynie wykształconym ludziom. Nadszedł jednak czas, w którym zostało przetłumaczone na języki narodowe i dotarło do rąk ludzi w różnych krajach. Minęła północ świata. Godziny ciemności upływały i wydawało się, że w wielu miejscach pojawiają się oznaki nadchodzącego świtu. 

W czternastym wieku pojawiła się w Anglii „jutrzenka reformacji”. Jan Wiklif był zwiastunem zmiany nie tylko dla Anglii, ale dla całego chrześcijaństwa. Odważył się wyrazić wobec Rzymu protest, którego już nigdy nie dało się stłumić i który dał początek konfliktowi, jaki miał przynieść owoc w postaci wyzwolenia jednostek, zgromadzeń i narodów. 

Wiklif odebrał staranne wykształcenie w zakresie tzw. sztuk wyzwolonych, a bojaźń Boża była dla niego początkiem mądrości. Na uczelni znany był ze swej pobożności, a także wybitnych talentów i rozległej wiedzy. Spragniony poznania chciał zaznajomić się z każdą dziedziną nauki. Zgłębiał filozofię scholastyczną, prawo kościelne i cywilne, zwłaszcza to działające w jego ojczystym kraju. W jego późniejszych pracach można było odnaleźć wpływ odebranej wcześniej nauki. Gruntowna znajomość filozofii spekulatywnej tamtych czasów dała mu możliwość wykazania jej błędów; studiowanie prawa świeckiego i kościelnego przygotowało go do podjęcia walki o wolność obywatelską i religijną. Posługując się orężem zaczerpniętym ze Słowa Bożego, wykorzystywał intelektualny nurt panujący na uczelniach i orientował się w metodach stosowanych przez scholastyków. Siła jego geniuszu oraz rozległość i gruntowność jego wiedzy zdobywały mu szacunek zarówno wśród przyjaciół, jak i oponentów. Jego zwolennicy z satysfakcją obserwowali, jak ich mistrz staje wśród najtęższych umysłów narodu, a jego wrogowie zostali pozbawieni możliwości ośmieszenia dzieła reformy poprzez wykazanie ignorancji lub słabości jej orędownika. 

Wiklif zaczął studiować Pismo Święte, pozostając na uczelni.

-54-

 W czasach gdy Biblia istniała jedynie w językach starożytnych, uczeni mieli możliwość odnalezienia drogi do źródła prawdy, które pozostawało zamknięte dla ludzi niewykształconych. W ten sposób położony został fundament pod przyszłe dzieło Wiklifa jako reformatora. Uczeni badali Słowo Boże i odkrywali objawioną w nim wielką prawdę o łasce Bożej dostępnej za darmo. Znajomość tej prawdy rozpowszechniali w swoim nauczaniu i prowadzili innych ku słowom życia. 

Kiedy Wiklif zwrócił uwagę na Pismo Święte, ruszył na poszukiwania z tą samą pieczołowitością, jaka sprawiała, że osiągał wyżyny w każdej ze studiowanych dziedzin. Do tej pory odczuwał głęboką potrzebę, której nie były w stanie zaspokoić ani studia na uczelni, ani nauki Kościoła. To, czego wcześniej na próżno poszukiwał, odnalazł w Słowie Bożym. Tu ujrzał objawiony plan zbawienia oraz Chrystusa przedstawionego jako jedynego orędownika człowieka. Poświęcił się służbie dla Zbawiciela i postanowił głosić prawdy, które odkrył. 

Rozpoczynając swoje dzieło, Wiklif, podobnie jak późniejsi reformatorzy, nie wiedział, dokąd go ono poprowadzi. Nie występował w sposób zamierzony przeciw Rzymowi. Jednak poświęcenie się prawdzie mogło doprowadzić go wyłącznie do konfliktu z fałszem. Im wyraźniej dostrzegał błędy papiestwa, tym żarliwiej przedstawiał nauki Biblii. Widział, że Rzym porzucił Słowo Boże dla ludzkiej tradycji; nieustraszenie oskarżał kler o pozbycie się Pisma Świętego i żądał, aby na nowo dać Biblię ludziom i przywrócić jej autorytet w Kościele. Był zdolnym, zapalonym nauczycielem oraz elokwentnym mówcą, a jego codzienne życie potwierdzało głoszone przez niego prawdy. Znajomość Pism, siła jego rozumowania, czystość życia oraz niezłomna odwaga i prawość sprawiały, że cieszył się powszechnym szacunkiem i zaufaniem. Widząc niesprawiedliwość, jaka panowała w Kościele rzymskim, wielu ludzi rozczarowało się tym, w co wierzyli do tej pory, i z nieskrywaną radością powitali oni prawdy przedstawiane przez Wiklifa. Jednak dostojników papieskich ogarnęła wściekłość, gdy uświadomili sobie, że reformator zdobywa większy wpływ niż oni. 

Wiklif precyzyjnie wykrywał błędy i bez lęku godził w liczne nadużycia aprobowane przez Rzym. 

-55-

Gdy był kapelanem króla, zdecydowanie sprzeciwił się płaceniu daniny, jakiej papież żądał od angielskiego monarchy, a także wykazał, że papieskie pretensje do zwierzchnictwa nad świeckimi władcami są sprzeczne zarówno z rozsądkiem, jak i z objawieniem. Żądania papieża wywołały wielkie oburzenie, a nauki Wiklifa wywarły wpływ na największe umysły Anglii. Król i szlachta zjednoczyli się w oporze wobec roszczeń papieża do sprawowania władzy świeckiej i odmówili płacenia daniny. W taki sposób wymierzono skuteczny cios w papieską supremację w Anglii. 

Kolejnym złem, z jakim reformator podjął długą i zdecydowaną walkę, była instytucja zakonów żebraczych. Roiło się od nich w Anglii, a dla wielkości i pomyślności narodu były niczym zaraza. Ich wpływ dawało się odczuć wszędzie: w gospodarce, szkolnictwie i obyczajach. Życie mnichów oparte na bezczynności i żebraninie nie tylko wyczerpywało zasoby społeczeństwa, ale także uczyło pogardy wobec uczciwej pracy. Młodzież ulegała demoralizacji i zepsuciu. Wpływ mnichów sprawiał, że wielu młodych wstępowało do klasztoru i oddawało się takiemu życiu, a działo się to nie tylko bez przyzwolenia rodziców, ale nawet bez ich zgody czy wręcz wbrew ich postanowieniom. Jeden z pierwszych ojców Kościoła, stawiając powołanie do życia zakonnego ponad synowskie zobowiązania miłości i opieki wobec rodziców, orzekł: „Choćby twój ojciec legł przed twoim progiem, szlochając i lamentując, a twoja matka wskazywałaby łono, które cię nosiło, i piersi, którymi cię wykarmiła, bacz, byś je raczej podeptał, spiesząc wprost do Chrystusa”. Z powodu tego „potwornego bestialstwa”, jak je w późniejszym czasie określił Luter, „pachnącego raczej wilkiem i tyranem niż chrześcijaninem i człowiekiem”, serca dzieci zamykały się przed ich własnymi rodzicami. Duchowieństwo doprowadziło do tego, co niegdyś zrobili faryzeusze — unieważnili przykazanie Boże przez własną tradycję. W ten sposób pustoszały domostwa, a rodzice tracili synów i córki. 

Fałszywym wyobrażeniem klasztornego życia zwodzono także studentów uniwersytetów, nakłaniając ich, aby wstąpili do zakonu. Później wielu żałowało tego kroku, widząc, jak zmarnowali sobie życie i jakim smutkiem napełnili serca rodziców; gdy jednak utknęli w pułapce, odzyskanie wolności okazywało się niemożliwe. Wielu rodziców, obawiając się wpływu mnichów, odmawiało posłania synów na studia. Na wielkich uniwersytetach odnotowano spadek liczby studentów. Szkoły pustoszały, a ignorancja zataczała coraz szersze kręgi. 

Papież udzielił mnichom prawa wysłuchiwania spowiedzi i rozgrzeszania. Stało się to źródłem wielkiego zła. Skupieni na pomnażaniu zysków zakonnicy byli tak chętni, aby udzielać absolucji, że garnęli się do nich wszelkiego rodzaju kryminaliści, a w rezultacie rozmnożyły się najgorsze przestępstwa. Chorych i potrzebujących pozostawiano na łasce losu, podczas gdy dary mogące zaspokoić ich potrzeby dostawały się w ręce mnichów, którzy pogróżkami wymuszali datki od ludzi, oskarżając o brak pobożności tych, którzy odmówiliby darów klasztorom. Pomimo udawanego ubóstwa mnichów majątek zakonów stale się powiększał, a wspaniałe budynki i uginające się stoły pozostawały w kontraście do stale pogłębiającego się ubóstwa narodu. Spędzając czas w przepychu i zbytkach, rozsyłali w swym imieniu nieświadomych ludzi, którzy byli w stanie opowiadać jedynie zdumiewające historie, legendy i krotochwile, aby zabawić lud i uczynić go jeszcze bardziej podatnym na oszustwa mnichów. Zakonnicy podtrzymywali swój wpływ na przesądne tłumy, każąc im wierzyć, że cały obowiązek religijny ogranicza się do uznawania zwierzchności papieża, adoracji świętych i dawania darów mnichom, co wystarczy, aby zapewnić sobie miejsce w niebie. 

Na próżno ludzie pobożni i światli próbowali wprowadzić reformę wewnątrz wspólnot zakonnych. Wiklif, obdarzony większą wnikliwością, uderzył w sam korzeń zła, oznajmiając, że fałszywy jest cały system i wymaga obalenia.  

Posted in

Droga do Odnowy

Leave a Comment